Ostatnio pojawiły się dwa seriale, które za kanwę obrały sobie opowieści z czasów dzieciństwa. Jak powszechnie wiadomo sprawdzone pomysły to połowa sukcesu. A co uczyni się z drugą połową to już inna sprawa. W każdym razie w przypadku obydwu seriali jesteśmy dopiero po odcinkach pilotażowych. Zawiązanie akcji jest równie ważne jak jej ciąg dalszy, przyjrzyjmy się zatem tym dwóm propozycją na jesienne wieczory.
"Once Upon A Time”
Bazą dla tego serialu jest historia królewny Śnieżki. Na ślubie królewny z wymarzonych księciem pojawia się zła królowa. Rzuca klątwę na cały świat baśni. Ma on pogrążyć się w ciemności, a jego mieszkańcom zostanie odebrane wszystko to najbardziej co kochają. Następnie akcja serialu przenosi się w czasy współczesne. Emma Swan nie podejrzewa, że pojawienie się w jej życiu małego chłopca wywróci cały jej świat do góry nogami i wciągnie ją w wir niesamowitych wydarzeń.
Warstwa baśnowa jest do bólu przesłodzona. Mamy kwiaty we włosach i zamek we mgle. Zdziwiłam się, że nie zauważyłam nigdzie Bambiego i kicających zajączków. O ile sama królewna jest wystarczająco "śnieżkowata" to książę okazuje się mało przekonujący, ale tak już mają ci bajkowi przystojniacy. Postaci z bajek są raczej szablonowe, a wróżka ma megadziwną kieckę. Przekombinowane to wszystko. Autorzy za pewne chcieli pokreślić maksymalnie różnicę pomiędzy bajkowym światem, a naszą szarą rzeczywistością. Niestety posunęli się aż do granic absurdu. Wygląda to trochę tak jakby chcieli dać widzom odpocząć od mrocznych interpretacji baśni i fantasy, więc przesunęli się na osi gatunku maksymalnie w kierunku „cukier”. Na szczęście cała historia baśniowa została już opowiedziana, lukier wylany i zaczynamy opowieść właściwą. Część akcji rozgrywająca się w miasteczku Storybrook jest już lepiej pomyślana i widz będzie miał za pewne sporo frajdy przy rozpoznawaniu w mieszkańcach postaci ze znanych baśni. Strzałem w dziesiątkę było zatrudnienie do roli Emmy Jennifer Morrison, znanej z serialu House. To dobra aktorka i z przyjemnością się ją ogląda na ekranie. Zobaczymy jak rozwinie się ta opowieść.

fot. ABC
“Grimm”
Głównym bohaterem serialu jest detektyw Nick Burkhardt, który od pewnego czasu ma dziwne wizje. Wydaje mu się jakoby ludzie spotkani na ulicy mieli drugą, mroczną i groźną twarz. Wkrótce odwiedza go ciotka, która wyjawia rodzinny sekret. Nick okazuje się być myśliwym, spadkobiercą Grimmów polujących na zło. A baśnie to nie tylko historie na dobranoc, ale ponure ostrzeżenia przed potworami.
Serial jest ładnie sfotografowany. Lokacje są baśniowe, mroczne, lekko przekoloryzowane, ale to nie przeszkadza. Ma niezły klimat, pomył na serię też jest nie głupi. Główni bohaterowie wydają się sympatyczni, trochę irytuje szablonowa postać dziewczyny Nicka, ale może się rozwinie na plus. Cieszy mnie zatrudnienie Silasa Weira Mitchella, który jest świetnym aktorem i do ról lekko zwichrowanych postaci pasuje idealnie. Zgrzytem była dla mnie scena walki rodem serialu "Buffy". Typowy fajerwerk bez głębszego sensu. Serial zapowiada się ciekawie, spodziewam się nawiązań do kolejnych baśni braci Grimm. Mam nadzieję, że scenarzyści pójdą w dobrym kierunku bo jest nad czym pracować. Czego oczekuję? Stopniowania grozy, powolnego zbliżania się do pojedynku z absolutnym mrokiem... Poza tym jestem fanka serialów kryminalnych dlatego na pewno będę śledzić losy bohaterów. Fajna jesienno zimowa opowieść.
fot. NBC
Oba seriale mają mieć po 9 odcinków czyli, jeśli dobrze liczę finał na Święta. Będzie ciekawie
-
ksancja:
Pokaż wszystkie (1) ›